wertyczność

Zauważyłam, że Świat dzieli się na:
– osoby mówiące o swoich problemach – nazwę ich tu „ekstrawertykami”,
– osoby skrywające swoje problemy – nazwę ich tu „introwertykami”,

!!!!!
Pojęcia „introwertyk” i „ekstrawertyk” mają co prawda inne definicje, niż wyżej wymienione, ale czasem potocznie używa się ich w ten sposób i dla ułatwienia skorzystam z tego uproszczenia.
!!!!!

Często osoby, które mało zwierzają się innym z trudnych dla nich spraw nazywają samych siebie „introwertykami”, i odnoszę wrażenie, że czują się nieco „lepsi” / inteligentniejsi / bardziej myślący / dojrzalsi od „ekstrawertyków”.

Ja jestem raczej „ekstrawertykiem”, a przynajmniej na takowego wyglądam, ale prawda jest taka, że ogromną część mojego życia trzymam dla siebie (szczególnie dawniej trzymałam).
I są to zazwyczaj kwestie, które mnie w jakiś sposób zawstydzają i których ujawnienie wiąże się dla mnie z narażeniem mojej słabej, wrażliwej stronę na zranienie.

Czyli niechętnie mówię o:
– wielkich planach i wizjach, które snuję w głowie, ale boję się, że nie wypalą i że będzie siara, że trzeba się będzie tłumaczyć i wstydzić za swoją nieudolność,
– o zazdrościach i kompleksach, których tematu wolę nie poruszać, udając, że nie istnieją, bo byłoby mi po prostu głupio się przyznać do tak błahych problemów,
– o uczuciach, które mogłyby nie być odwazjemnione,
– o nachodzących mnie smutkach, mając nadzieje, że wkrótce przejdą, i najwyżej wspomnę o nich już w czasie przeszłym, albo zupełnie przemilczę.

W przeszłości tłumaczyłam sobie, że to moja „introwertyczna” (jak to dumnie brzmi!) strona,… że głupio tak ludzi obarczać swoimi problemami, że i tak nikt nie zrozumie, że po co komuś psuć nastrój,… że przecież ja wcale nie mam ochoty o tym mówić…
Dodatkowo królowało dziwne przeświadczenie, że to czego nie wypowiem na głos nie istnieje (czy ktoś też tak ma :P?),… że bezpiecznie schowane w moim umyśle, nie ożyje w świecie zewnętrznym.
Prawda jednak jest taka, że zazwyczaj przede wszystkim powstrzymywał mnie ścisk w gardle, łamiący się głos, przeczuwany atak paniki czy strach przed rozklejeniem się, które może nie mieć końca.
Czyli, w moim przypadku, najczęściej wynika(/ło) to z braku odwagi.

A odwaga jest ściśle związana z mówieniem tego, co naprawdę czujemy.
Angielski wyraz „courage” wywodzi się z łacińskiego „cor”, które oznacza „serce”.
W jednym ze swoich przemówień, Brene Brown tłumaczyła, iż w swojej najwcześniejszej formie wyraz „courage” (odwaga) oznaczał: „otwarte mówienie wszystkiego, co leży na sercu”.
Z czasem definicja tego słowa uległa modifikacjom, jednak jego pochodzenie dało mi dużo do myślenia.
Myślę, że tyczy się to zarówno dzielenia się swoimi troskami jak i zabierania głosu i wyrażania opinii, gdy chcemy coś zakomunikować, ale powstrzymuje nas brak pewności siebie.

Obecnie albo staram się bardziej uzewnętrzniać, albo przynajmniej przyznaję przed sobą, że moja powściągliwość wywodzi się z lęku, a nie „introwertyzmu”. Zazwyczaj to, co prawdziwy ekstrawertyk mówi bez zastanowienia, dla mnie jest aktem ogromnej odwagi. Ale coraz częściej podejmuje te wyzwania i okazuje się to jednocześnie budujące i uskrzydlające.

Z czasem dodatkowo odkryłam, że Wszechświat działa w przedziwny sposób, zupełnie inaczej niż zakładałam, tj. że męczące mnie sprawy odpuszczają dopiero, gdy drżącym głosem i z rumieńcem na twarzy przyznam się do nich na głos jednej, dwóm, trzem +… osobom. Powiem, wypuszczę, wyleję, „wyrzygam” czy „wysiiiikam”:D to z siebie… i sama usłyszę własne słowa.
Często nie ma już dla mnie znaczenia, co powie ta druga osoba. Nagle w niezwykły sposób problem się ulatnia.

Chyba to jest właśnie magia psychoterapii?
Zastanawiam się, czy terapie byłyby potrzebne tak wielu osobom, gdybyśmy wszyscy od zawsze otwarcie mówili to, co ukrywamy? Może wtedy problemy byłyby rozwiązywane jeszcze w zarodku? Może gdyby inni mówili, co czują, to sami nie czulibyśmy zakłopotania? I może gdybyśmy my sami zdobyli się na szczerość, to dalibyśmy innym przestrzeń na otwarcie się i uwolnienie?

„Totalni ekstrawertycy” potrafią niekiedy mówić za dużo, wylewając wszystkie swoje myśli na otaczających ich ludzi. Często wydaje się to infantylne czy bezmyślne, ale ja za każdym razem jestem pod wrażeniem ich niefrasobliwości, np. o to co pomyślą inni, albo o to, że dadzą się ponieść emocjom i zachowają w jakiś nieprzewidziany sposób…

Nie wiem, z czego bierze się „intro/ekstrawertyzm”, ale mam wrażenie, że introwertycy to często osoby, które zostały w młodości w jakiś sposób zbesztane bądź zawstydzone, gdy się odkryły. I że ekstrawertyzm jest naturalniejszy, chociaż oczywiście fajnie jak nie jest obciążający dla otoczenia.
I, że introwertycy szukają w tej cesze usprawiedliwienia dla swojego braku odwagi.

Wydaje mi się, że ci „introwertycy” to bardzo często mężczyźni, którzy nie potrafią się przyznać do swojej słabej strony. Może rzeczywiście nie mają potrzeby się uzewnętrzniać, a może im także brak odwagi, aby wyjawić przed innymi swoje uczucia? Bo przecież mężczyźni „nie powinni” być zagubieni, nie powinni żałować, nie powinni się bać, nie powinni się wahać, zazdrościć ani wstydzić… za to „normalne jest”, że się gniewają!
Powiesz swojemu kumplowi, że wciąż męczy Cię wspomnienie z dzieciństwa?… że tęsknisz za rodzicem, że nie wiesz, co ze sobą zrobić, że się nudzisz, że boisz się podjąć próby spełnienia swoich marzeń, że czasami czujesz się naprawdę mały, że żałujesz podjętej decyzji, że zachowałeś się nie w porządku, że „wszystko jest nie tak” :P?
(Kobiet to oczywiście też dotyczy, ale częściej zauważam to u facetów.)

To potrafi być bardzo trudne, ale zachęcam do otwierania się i przyznawania do swoich lęków. Wymaga to ogromnego męstwa i śmiałości, ale z czasem okazuje się niesamowicie oczyszczające.
Czasem wyobrażam sobie, że życie to taka zabawa, w podejmowanie się dokładnie tego, czego się tak obawiamy.

Jakże więc potężnym świadectwem odwagi jest przyznanie się do jej braku!
„Jestem przerażony i zagubiony!!! Żałuję i mi głupio!!!…………….Ooooch…………, powiedziałem to!… Jezu jak mi doooobrzeeee!!! Już nawet nie wiem, o co mi chodziło!”

😀

Poważessa XD.

p.s. na zdjęciu namiot Pączka, który bardzo chciałam gdzieś wrzucić, ale nie nadaje się na insta <3

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *